← Back to all articles

Balsam Tallow Bourbon Vanilla: Co się stało z moją skórą po tym dziwnym smarowidle

2026-01-18 · Bourbon Vanilla

Siedzę na kanapie, lewa noga mi drętwieje, a na ekranie telefonu mam otwartą stronę z jakimś balsamem z łoju wołowego. Telefon ma może 12% baterii. To był ten moment w środku zimy, kiedy skóra na twarzy przypominała pustynię, a na dłoniach pojawiały się takie pęknięcia, że zakładać rękawiczki było bolesne. Próbowałem już wszystkiego. La Roche-Posay Lipikar, ten gruby balsam w białym opakowaniu. CeraVe w wielkim słoiku. Nawet jakiś drogi krem z apteki, za który dałem z 150 złotych. Efekt? Zero. Albo tłusta warstwa, która się nie wchłaniała, albo dalej to samo uczucie ściągnięcia. A potem, gdzieś między scrollowaniem TikTok'a a zamawianiem kolejnej pizzy, trafiłem na wzmiankę o tallow. O balsamie z łoju. Wołowego tłuszczu. Na twarz.

Pomyślałem, że ludzie chyba zwariowali.

Jak w ogóle doszło do tego, że smaruję się łojem

To nie była żadna przemyślana decyzja. To było bardziej „a co mi tam, już nic nie działa”. Zima tego roku była jakaś złośliwa. Suche powietrze w mieszkaniu od kaloryferów, mróz na zewnątrz, wiatr. Moja skóra, zwykle w miarę normalna, zbuntowała się totalnie. Czerwone placki na policzkach, suchość tak intensywna, że czułem to przez cały dzień. Nawet mycie twarzy zwykłym żelem było męczarnią. Pamiętam, że stałem przed lustrem w łazience, światło było takie ostre, neonowe, i myślałem „no kurczę, ale mam problem”.

I wtedy właśnie, zupełnie przypadkiem, natknąłem się na ten sklep na Etsy. Mały, polski chyba, bo nazwy po polsku. Sprzedawali balsam tallow, właśnie ten o zapachu bourbon vanilla. Zdjęcia wyglądały… zwyczajnie. Słoiczek, biała masa. Opis mówił, że to ubity łój z krów karmionych trawą, robione we Francji. Że struktura jest podobna do ludzkiego sebum, więc się dobrze wchłania. Dla skóry suchej, wrażliwej, nawet z problemami typu łuszczyca. Cena nie była jakaś absurdalna, ale też nie pięć złotych. Zastanawiałem się chwilę. Myślałem o tym tłuszczu. O zapachu. Brzmiało to dziwnie. Ale jednocześnie jakoś… logicznie? Skoro nasza skóra produkuje sebum, a to ma być podobne, to może ma sens? Albo po prostu już byłem zdesperowany.

Kliknąłem „kup teraz”. I czekałem.

Pierwsze wrażenie z balsamu bourbon vanilla

Przyszła mała paczuszka, dobrze zapakowana. Słoiczek był mniejszy, niż myślałem. Taki poręczny. Odkręciłem wieczko. I tu była pierwsza niespodzianka.

Spodziewałem się zapachu kuchennego, może masła, może nawet trochę zwierzęcego. A tu… nic takiego. Pachniało. No jak to powiedzieć. Pachniało po prostu ładnie. Ciepło. To nie był sztuczny, słodki zapach wanilii z ciastka. To było bardziej głębokie, takie jakby dojrzałe. Bourbon vanilla – czuć było tę nutę, ale nie dominowała. Po prostu przyjemny, relaksujący zapach. Nie potrafię tego lepiej opisać. To nie były „nuty” ani „hinty”. Po prostu fajnie pachniało.

Konsystencja też była inna, niż się spodziewałem. To nie był twardy tłuszcz. Był ubity, puszysty, jak bardzo gęba bita śmietana. Wziąłem odrobinę na palec. Było chłodne, ale momentalnie zaczęło się rozpuszczać od ciepła skóry. Wmasowałem w grzbiet dłoni. I tu druga niespodzianka – wchłonęło się. Naprawdę. Nie zostawiło tłustej, błyszczącej warstwy. Skóra była po prostu… nasycona. Miękka. Bez uczucia lepkości.

To był ten moment, kiedy pomyślałem „okej, może jednak nie kupiłem bubla”.

Mój eksperyment na twarzy i rękach

No dobra, myślałem. Spróbujmy na twarzy. Wieczorem, po umyciu, wziąłem naprawdę małą ilość. Wielkości ziarnka grochu. Rozgrzałem między palcami i delikatnie wklepałem. Bałem się, że się zapcham, że rano będę wyglądał jak nastolatek. Ale procedura była prosta: umyć, osuszyć, nałożyć tallow, pójść spać.

Rano pierwsze, co zrobiłem – dotknąłem policzka. Nie było tłusto. Skóra była gładka. I co ważniejsze – nie było tego piekącego uczucia suchości, które zwykle towarzyszyło mi od razu po przebudzeniu. To było dziwne. Dobre dziwne.

Zacząłem używać regularnie. Tylko wieczorem. Na dzień miałem swój zwykły, lekki krem. Ale ten tallow stał się moją wieczorną rutyną. I po tygodniu, może dziesięciu dniach, zauważyłem różnicę. Czerwone, suche plamy na policzkach… zmiękły. Nie zniknęły od razu, ale przestały być tak wyraźne, tak podrażnione. Skóra przestała się łuszczyć. Człowiek nawet nie zdaje sobie sprawy, jak bardzo to uczucie ciągłego napięcia i suchości męczy, aż przestanie.

A ręce! To była rewolucja. Pracuję dużo na komputerze, często myję ręce. Zimą to była katastrofa. Pęknięcia przy paznokciach, sucha skóra na kostkach. Zacząłem smarować dłonie tym balsamem tallow przed snem, trochę grubszą warstwą. Efekt? Po trzech dniach pęknięcia się zagoiły. Skóra przestała wyglądać na poszarzałą i zmęczoną. Nawet żartowałem, że mam dłonie jak z reklamy, tylko bez efektu specjalnego.

(Tangent, ale muszę: to przypomniało mi zapach pewnego mydła z hotelu w Krakowie, gdzie byłem na weselu kuzyna. Też było takie… naturalnie pachnące. Nie wiem czemu mi to przyszło do głowy. Okay, wracam.)

Dlaczego w ogóle tallow działa? Trochę luźnej teorii

Nie jestem chemikiem, nie jestem dermatologiem. Ale trochę czytałem, z ciekawości. I to ma sens, jak się nad tym zastanowić. Łój wołowy (tallow) to w dużej mierze tłuszcze nasycone, bardzo podobne w strukturze do tłuszczów w ludzkim sebum. Nasza skóra go rozpoznaje. Nie traktuje jak obcego silikonu czy parafiny, tylko jak coś znajomego. Dlatego tak dobrze wnika, nie tworzy filmu na powierzchni, tylko faktycznie odżywia.

To nie jest nowy wynalazek. Nasi prababcie i pradziadkowie używali łoju do pielęgnacji skóry, zwłaszcza tej popękanej, przesuszonej od mrozu i wiatru. Po prostu wróciliśmy do czegoś, co działa, ale o czym zapomnieliśmy w erze plastikowych opakowań i dwudziestoskładnikowych list.

Dla mnie kluczowe były trzy rzeczy: wchłanianie (żadnej tłustej maski), skuteczność (suchość zniknęła) i zapach (ten bourbon vanilla jest po prostu przyjemny, nie przeszkadza). To nie jest cudowny eliksir na zmarszczki. To jest po prostu bardzo, bardzo dobry, naturalny balsam, który naprawia barierę hydrolipidową skóry. A kiedy ta bariera jest zdrowa, to wszystko inne – nawilżenie, ochrona, wygląd – samo przychodzi.

Czy będę to kupował dalej?

Krótka odpowiedź: tak.

Długa odpowiedź: skończyłem pierwszy słoiczek. I zamówiłem drugi. To chyba najlepsza rekomendacja, jaką mogę dać. Nie dostałem go za darmo, nikt mi nie płacił za opinię. Po prostu znalazłem coś, co działa na mój konkretny, zimowy problem z suchą, wrażliwą skórą.

Używam go głównie wieczorami. Czasem, w naprawdę mroźne dni, nakładam odrobinę na najbardziej wystawione miejsca (policzki, czoło) przed wyjściem. Działa jak tarcza. Moja dziewczyna, początkowo sceptyczna („serio, tłuszcz?”), też spróbowała. Teraz podkrada mi ze słoiczka na swoje suche łokcie. Działa.

Nie mówię, że to rozwiązanie dla każdego. Ale jeśli masz skórę, która zimą przypomina wierzchę skrzypiącego, jeśli zwykłe balsamy z drogerii albo apteki zawiodły, jeśli szukasz czegoś naturalnego, bez dziwnych dodatków… to może być warto spróbować. Szczególnie ten o zapachu bourbon vanilla – dla mnie to był strzał w dziesiątkę, bo ten zapach jest po prostu kojący. Jak kocyk.

Swoją drogą, zamawiałem z tego małego sklepu na Etsy, wydaje mi się, że się nazywa „ZapachDomu” czy coś takiego. Przesyłka szła szybko, wszystko było ok.

No więc tak. Moja skóra jest spokojna, ja jestem spokojny. A na półce w łazience stoi słoiczek z balsamem tallow. I chyba już zostanie.

---

Krótkie pytania, które dostaję

Czy łój wołowy (tallow) jest dobry na twarz? Według mnie tak, zwłaszcza na suchą i wrażliwą skórę. Bo jego struktura jest podobna do naszego naturalnego sebum, więc skóra go „rozumie” i dobrze wykorzystuje. To nie jest obcy składnik, który tylko siedzi na wierzchu.

Czy balsam tallow zapycha pory? U mnie nie. Wręcz przeciwnie – ponieważ dobrze się wchłania i odżywia skórę od środka, wydaje mi się, że moja skóra jest mniej reaktywna. Ale to zależy od osoby. Zawsze warto spróbować na małym fragmencie skóry najpierw.

Jak pachnie balsam tallow bourbon vanilla? Przyjemnie. Ciepło. To nie jest słodka, cukierkowa wanilia. To jest bardziej dojrzały, głębszy zapach. Trochę jak wanilia, ale taka… wypoczynkowa. Nie umiem tego lepiej opisać. Po prostu ładnie. I nie czuć w nim żadnego „zwierzęcego” zapachu, w ogóle.

No to tyle. Jeśli twoja skóra też się buntuje, może daj mu szansę. A ja lecę po piwo, bo się rozgadałem.

Whipped Tallow Balm - Bourbon Vanilla

Whipped Tallow Balm - Bourbon Vanilla

Grass-fed whipped tallow balm

Shop on Etsy