← Back to all articles

Tallow Balam Gruszka: Co się właściwie stało z moją skórą

2026-01-18 · Pear

Siedzę tu, piwo prawie puste, a za oknem taka zima, że aż skóra pęka. Dosłownie. Mówię o mojej twarzy. Próbowałam wszystkiego. Wszystkiego. Drogi krem z apteki, ten w słoiczku za 200 zł? Zero. Tani balsam z Rossmanna? Jakby smarować twarz folią. Aż trafiłam na coś, co brzmiało kompletnie dziwnie: balsam z łoju wołowego. Tallow. Wołowy tłuszcz. Na twarz. Myślałam, że żart. Ale ten konkretny, ten o zapachu gruszki, zmienił wszystko. Tallow balam dla skóry suchej i wrażliwej – nagle to ma sens.

Moja skóra to jest taka mieszanka. Sucha, ale czasem coś się zatka. Wrażliwa, czerwieni się od wszystkiego. Zimą to jest dramat. Miałam takie uczucie ściągnięcia, jakby ktoś mi twarz wyszorował papierem ściernym. Podkład wsiąkał w te suche płatki jak w gąbkę. Wyglądałam okropnie. Płyn do demakijażu? Palenie. Nawilżacz? Albo za lekki, albo zostawiał tłusty film. Myślałam, że już nic nie zadziała.

Jak w ogóle wpadłam na pomysł tallow na twarz

Szukałam czegoś naturalnego. Naprawdę. Bo miałam dość chemii. Trafiłam na jakiś post, chyba na Reddicie, o łoju wołowym. Ludzie pisali, że to najlepszy naturalny nawilżacz. Myślałam, że to jakaś sekta. Wołowy tłuszcz? Serio? To pachnie jak kuchnia po smażeniu kotletów.

Ale potem przeczytałam, że ten łój, tallow, jest podobny w strukturze do ludzkiego sebum. To znaczy, że skóra go rozpoznaje i wchłania, a nie tylko siedzi na wierzchu jak większość kremów. To był ten pierwszy moment „hmm, może?”. Szukałam tallow balam dla skóry zniszczonej zimą. Znalazłam ten mały sklep na Etsy, robiony we Francji, z wersją „Gruszka”. Pomyślałam – jeśli już mam smarować się tłuszczem, to niech chociaż ładnie pachnie. Kliknęłam kup. Czekałam.

Przyszedł w takim małym szklanym słoiczku. Pamiętam, bo akurat jadłam kolację, pasta z tuńczyka, a ja otwieram paczkę z „tłuszczem wołowym”. Mój chłopak patrzył na mnie jak na wariatkę. „Co to jest?”. „Krem”. „Z czego?”. „Nie pytaj”.

Pierwsze wrażenie z tego balamu Gruszka

Otworzyłam. Tekstura jest… gęsta. Bardzo gęsta. Ale nie twarda. Jak mocno ubita śmietana, taka z bitą śmietaną. Musiałam wziąć trochę na palec i rozetrzeć między nimi, żeby się rozpuściła. Wtedy dopiero nakładałam na twarz.

A zapach? To nie jest mocna, sztuczna gruszka. To nie jest jak żel pod prysznic. To jest… delikatna słodycz. Owocowa, ale taka świeża. Jak dojrzała gruszka, ale nie przejrzała. W ogóle nie czuć wołowiny, tłuszczu, nic takiego. Po prostu przyjemne. I znika bardzo szybko po nałożeniu. To nie jest perfumowany zapach, który zostaje na cały dzień. To jest subtelne.

Nałożyłam pierwszy raz wieczorem, po umyciu twarz. Bałam się, że będę się świecić jak pączek. Że się nie wchłonie. Ale… wchłonął się. Naprawdę. Nie zostawił tej tłustej, lepkiej warstwy. Skóra była po prostu… nasycona. Miękka. Nie ściągnięta. To było dziwne uczucie, bo nie czułam kremu, a czułam różnicę.

Moja skóra po kilku tygodniach używania

Używałam go przez cały grudzień. Każdego wieczoru. Czasem rano też, jak było naprawdę mroźnie.

Różnica nie przyszła od razu. To nie było „o mój Boże, nowa skóra”. To było stopniowe. Po tygodniu zauważyłam, że nie musiałam się drapać po policzkach. Że nie miałam tego uczucia ściągnięcia w ciągu dnia. Podkład zaczął lepiej wyglądać, nie zbierał się w suchych skórkach.

Po dwóch tygodniach… dotknęłam swojego czoła. Było gładkie. Naprawdę gładkie. Nie miałam tam tych małych, suchych grudek, które zwykle mam zimą. Moje ręce, które też zawsze pękają, też na tym skorzystały. Wmasowałam resztki z palców w dłonie. Działa.

Najlepszy naturalny nawilżacz na suchą skórę? Dla mnie to jest właśnie to. Nie dlatego, że jest modny, tylko dlatego, że po prostu działa. Nie muszę nakładać warstw. Jeden produkt. Wieczorem. I koniec.

Mój rytuał jest prosty: oczyszczam twarz, wycieram. Biorę odrobinę tallow balamu (naprawdę mało, wielkości ziarnka grochu), rozgrzewam między palcami i wklepuję. Najpierw policzki, czoło, broda. Potem resztki na szyję. I tyle. Nie ma magii. Nie ma masażu twarzy. Po prostu nakładam i idę spać.

Czy kupiłabym to jeszcze raz? No pewnie

Właśnie zamówiłam drugi słoiczek. Bo pierwszy się kończy. I zamówiłam jeden dla mojej mamy, która ma jeszcze suchszą skórę niż ja i całe życie walczy z pękającymi dłońmi. Powiedziałam jej tylko „to jest krem”, nie wdawałam się w szczegóły. Jak się sprawdzi, to jej powiem z czego jest.

Nie mówię, że to cud dla każdego. Ale jeśli twoja skóra jest sucha, odwodniona, wrażliwa, zmęczona zimą i nic nie działa… to tallow balam może być warty spróbowania. Szczególnie ten o zapachu gruszki, bo ten zapach naprawdę nie przytłacza.

Ja kupiłam swój w małym sklepie na Etsy, który się specjalizuje w tallow. Robią to ręcznie, we Francji, z łoju od krów karmionych trawą. To nie jest masówka. Czuć tę różnicę. Opakowanie jest proste, szklany słoik, etykieta. Bez fajerwerków. Ale zawartość robi robotę.

Czy brzmi to dziwnie? Tak. Czy na początku się brzydziłam? Trochę. Ale teraz? To jest po prostu mój wieczorny krem. I moja skóra jest spokojna. Zimą to jest największy wygrany.

Więc tak. Jeśli szukasz czegoś naprawdę naturalnego, co głęboko nawilża, a nie tylko przykrywa problem – tallow może cię zaskoczyć. To najlepszy tallow na przesuszenie, z jakim się spotkałam. Po prostu.

Aha, i nie świecę się jak rogal. To też ważne.

Krótkie pytania, które mi zadają

Czy łój wołowy jest dobry na twarz? Dla wielu osób tak, właśnie dlatego, że jest podobny do tłuszczu, który sama skóra produkuje. Nie jest obcy dla organizmu, więc lepiej się wchłania i nie blokuje tak porów jak niektóre oleje roślinne czy silikony. To jak dawanie skórze czegoś, co już zna.

Czy tallow balam zapycha pory? U mnie nie. Wręcz przeciwnie – wydaje mi się, że skóra jest bardziej wyważona. Nie ma już tych suchych płatków, które potem się zatykają. Ale to zależy od skóry. Jeśli masz bardzo skłonną do trądziku, może warto spróbować najpierw na małym obszarze, np. na policzku.

Jak pachnie tallow balam Gruszka? Naprawdę delikatnie. To nie jest intensywna, cukierkowa woń. To jest lekko słodki, owocowy zapach, który kojarzy mi się z dojrzałym, ale jeszcze twardym owocem. Zupełnie nie czuć zwierzęcego tłuszczu. Zapach znika bardzo szybko po nałożeniu, zostaje tylko uczucie nawilżenia.

No więc tak. Jeśli twoja skóra też się buntuje przeciwko zimie i czujesz, że zwykłe kremy już nie dają rady… może to jest ten dziwny pomysł, który akurat zadziała. Ja się nie zawiodłam. Właśnie słyszę, jak kaloryfer znowu terkocze. Czas na kolejną porcję tego tallow. Na noc.

Whipped Tallow Balm - Pear

Whipped Tallow Balm - Pear

Grass-fed whipped tallow balm

Shop on Etsy