← Back to all articles

Tallow Bellow na Gruszkę: Co się właściwie stało z moją skórą tej zimy

2026-01-18 · Pear

Siedzę na kanapie, w styczniu, i patrzę na swoje dłonie. Wyglądają jak mapa spękań. Serio. Między palcami, kostki, cała ta sucha skóra. Próbowałam już wszystkiego. Tego drogiego kremu z La Roche-Posay, za 80 zł. I tego z Rossmanna, za 12.99. I masła shea w słoiku. I wazeliny. I nic. Po prostu nic. Wszystko albo się zsuwało, albo zostawiało tłusty film, a pod spodem i tak było sucho i szorstko. A potem, nie wiem, scrollowałam gdzieś po północy i trafiłam na ten cały tallow. Balsam z łoju wołowego. Na twarz. Brzmiało to… dziwnie. Ale moja skóra była w takim stanie, że pomyślałam: a co mi tam. Zamówiłam ten Whipped Tallow Balm w zapachu Gruszki. Czekałam, sceptyczna. I wiecie co? To zadziałało. Naprawdę.

Jak w ogóle wpadłam na pomysł smarowania się łojem

Wygląda to tak. Zima była jakaś bezlitosna w tym roku. Suche powietrze w mieszkaniu od kaloryferów, mróz na zewnątrz, wiatr. Moja skóra, zwykle w miarę ok, po prostu się poddała. Stała się tym papierem ściernym, o którym piszą w reklamach. Swędziała. Łuszczyła się przy łokciach. Na policzkach pojawiły się takie suche placki, które żaden krem nie chciał ugasić. Płakałam prawie, bo nawet podkład się rolował. To było upokarzające. Pamiętam, jak stałam w łazience, o 23:47, i patrzyłam w lustro na tę rozpacz. Miałam wtedy na sobie te stare, polarowe spodnie od piżamy i czułam, jak podłóg jest zimna. Strasznie zimna.

I wtedy zaczęłam szukać czegoś ekstremalnego. Czegoś, co nie jest kolejnym kremem z wodą i gliceryną. Trafiłam na forum o naturalnej pielęgnacji. Ludzie pisali o tallow. Łój wołowy. Tłuszcz. Na twarz. Moja pierwsza myśl: serio? To nie jest trochę… obrzydliwe? Ale potem przeczytałam, że ten konkretny jest z francuskiej, karmionej trawą wołowiny, że jest ubijany na puszystą konsystencję. I że jego skład jest podobny do ludzkiego sebum. Czyli naszego naturalnego łoju. To ma sens, prawda? Skoro nasza skóra go produkuje, to czemu nie dostarczyć jej czegoś, co jest do tego podobne? Wchłania się głęboko, nie zapycha. Brzmiało logicznie, ale i tak czułam się, jakbym zamawiała magiczną miksturę.

Mój kot, Mruczek, wtedy wskoczył mi na kolana. Rozprasza mnie zawsze. Ale dobra, wracając. Zamówiłam. Z małego sklepu na Etsy. Czekanie było okropne. A w międzyczasie smarowałam się dalej tymi kremami, które nie działały. CeraLa.pl, Tołpa, Vianek – przerobiłam pół drogerii. Zero efektu. Tylko pieniądze poszły.

Co ten gruszkowy tallow balsam właściwie robi

Paczka przyszła w środę. Chyba. Albo w czwartek. Nie pamiętam. Było zimno na dworze, a paczuszka była taka mała. Niewinnie wyglądała. Otworzyłam. W środku był ten słoiczek. Szklany. I muszę powiedzieć, że zapach… no, nie wiem. Nie umiem tego opisać. To nie jest mocna, sztuczna gruszka. To jest coś lekkiego. Owocowego, ale nie słodkiego. Takie świeże. Delikatne. W ogóle nie czuć wołowiny, zero. Zero. Konsystencja jest… no, masło? Ale lżejsze. Jak bardzo gęsta śmietana ubita. Bierzesz odrobinę palcem i jest zimna. A potem, jak rozcierasz między palcami, topi się. Dosłownie. Znika. Staje się oleiste, ale nie tłuste. To jest dziwne do opisania.

Nałożyłam pierwszy raz wieczorem. Po umyciu twarzy. Byłam pełna obaw. Myślałam: obudzę się z twarzą jak naleśnik. Wzięłam odrobinę, rozgrzałam w dłoniach i wklepałam. W policzki, czoło, szyję. Na te suche placki nałożyłam trochę więcej. I… wsiąkło. Po prostu. Nie było błyszczącej warstwy. Skóra była po prostu… nasycona. Miękka. Nie lepka. To było pierwsze, co mnie zaskoczyło. Nie musiałam czekać pół godziny, żeby się wchłonęło. Minuta, może dwie. I po sprawie. Rano też to zrobiłam, przed wyjściem. Pod makijaż. I podkład nie tylko się nie rolował – leżał idealnie. Jak na nawilżonym, gładkim podłożu. To był pierwszy znak, że to nie jest kolejny bubel.

A propos zimy – padał wtedy śnieg z deszczem. Takie chlapy. Straszna pogoda. I moja twarz na dworze nie szczypała. Zwykle, jak wyjdę, to od razu czuję to ściągnięcie, ten chłód, który wbija się w te suche miejsca. A tu nic. Była po prostu spokojna. Chroniona. To było dziwne uczucie. Dobre dziwne.

Moja skóra po kilku tygodniach z tym tallow

No więc minął miesiąc. Może pięć tygodni. Nie liczyłam dokładnie. Ale efekty są. Nie chcę brzmieć jak reklama, bo serio nie jestem. Po prostu mówię, jak jest.

Po pierwsze, te suche placki na policzkach zniknęły. Zupełnie. Skóra jest wyrównana. Gładka w dotyku. Nie muszę się drapać. Po drugie, dłonie. Mój największy problem. Pęknięcia między palcami się zagoiły. Skóra nie jest napięta. Myję naczynia bez rękawiczek (wiem, grzech) i nie szczypie od razu. Po prostu nakładam ten tallow wieczorem, grubszą warstwę, i rano jest ok. Łokcie – były straszne, szorstkie jak u jaszczurki. Teraz są… no, normalne. Gładkie. Nie idealne, ale o niebo lepiej.

I jeszcze coś, czego się nie spodziewałam – drobne linie. Mam te mimiczne przy oczach. Nie zniknęły, oczywiście. To nie botoks. Ale wyglądają… mniej widocznie? Jakby skóra była bardziej napęczniała, wypoczęta. Mniej zmęczona. To może być przez to głębokie nawilżenie. Bo tallow, tak jak czytałam, nie siedzi na wierzchu. Wnika. I tam działa. Naprawia tę barierę hydrolipidową, czy jak to się tam nazywa. Dla mnie to oznacza po prostu, że skóra w końcu ma czego potrzebuje.

Czy to jest lepsze od drogich kremów? Dla mnie tak. Ten z La Roche-Posay kosztował fortunę i zostawiał mnie błyszczącą. Ten tallow – nie. Po prostu działa. Cicho. Bez fanfar.

No dobra, ale czy zamówię to jeszcze raz?

Krótka odpowiedź: już zamówiłam. Drugi słoiczek jest w drodze. Bo pierwszy się kończy. A ja nie chcę wracać do stanu sprzed.

Używałam go na wszystko. Na twarz, dłonie, łokcie, kolana. Na suche skórki przy paznokciach. Na spierzchnięte usta, jak zapomniałam pomadki. To jest taki uniwersalny wihajster. Nie muszę mieć pięciu różnych kremów. Jeden słoik stoi na nocnym stoliku i załatwia sprawę. To jest wygodne. I, szczerze mówiąc, podoba mi się ta prostota. Skład jest krótki: łój wołowy, olejek z gruszki (pewnie stąd ten zapach), może coś jeszcze dla utrzymania konsystencji. Nie ma listy związków chemicznych, których nie umiem wymówić.

Powiedziałam o tym mojej mamie. Ona ma problem z łuszczycą na łokciach, od lat. Dałam jej spróbować. Była sceptyczna, tak jak ja. „Co, tłuszcz?”. Ale spróbowała. I tydzień później zadzwoniła, że jej łokcie nie swędzą. Że skóra jest spokojniejsza. Nie twierdzę, że to lek, bo nie jest. Ale jako pielęgnacja wspomagająca – dla niej zadziałało.

Więc tak. Jeśli twoja skóra jest sucha, zniszczona zimą, wrażliwa, a wszystkie kremy zawiodły… może warto spróbować tallow. Po prostu. Ja się nie zawiodłam. Zamówiłam z tego małego sklepu na Etsy, który się specjalizuje w tym francuskim, ubijanym łoju. Nie wygląda to jak sklep wielkiej korporacji, to plus. Czuć, że ktoś to robi ręcznie, z pasją. A zapach Gruszki jest naprawdę przyjemny, nieinwazyjny. Subtelny.

Szybkie pytania, które dostaję

Czy łój wołowy jest dobry na twarz? Tak, moim zdaniem tak. Dlatego, że jego struktura jest bardzo podobna do tłuszczu, który sama produkuje nasza skóra. Nasze sebum. Dlatego tallow tak dobrze się wchłania – skóra go rozpoznaje. Nie leży na wierzchu jak parafina, tylko wnika i naprawia barierę ochronną. To nie jest nowy pomysł – ludzie używali tłuszczów zwierzęcych w pielęgnacji od wieków.

Czy tallow zapycha pory? U mnie nie zapchał. Wręcz przeciwnie. Ponieważ głęboko nawilża, skóra nie musi produkować nadmiaru sebum, żeby się bronić. Moja skóra jest normalna, z tendencją do przetłuszczania się w strefie T, a ten balsam nie spowodował żadnych zaskórników. Ale to zależy od osoby. Ja nakładam cienką warstwę. Jeśli masz bardzo tłustą cerę, może lepiej używać tylko na suche partie.

Jak pachnie ten tallow balm w zapachu Gruszki? No… jak dojrzała gruszka? Ale nie ta z soku. Bardziej świeża, lekka. Nie jest słodka. Nie czuć w ogóle mięsa czy tłuszczu. To jest delikatny, owocowy aromat, który po nałożeniu prawie nie wyczuwalny. Znika po chwili. Nie konkuruje z perfumami. Po prostu przyjemny przy aplikacji.

I to by było na tyle. Naprawdę. Słoik stoi na półce, używam go codziennie. Moja skóra jest spokojna. A ja już nie szukam w nocy cudownych kremów. Po prostu sięgam po to. I to działa. Jeśli masz podobny problem z suchą skórą, może być warto sprawdzić. Ja nie żałuję.

Whipped Tallow Balm - Pear

Whipped Tallow Balm - Pear

Grass-fed whipped tallow balm

Shop on Etsy